Zakończenie i mój list do waszej trójki

Zakończenie i mój list do waszej trójki

28 lip 2025 Updated 11 kwi 2026 28 min read Autor: Sean Chan

    Do mojego ojca, matki i siostry,

    Nie wiem, czy ktokolwiek z was zobaczy lub przeczyta ten e-mail, i nie obchodzi mnie to. Robię to dla siebie.

    Jeśli nie jesteś jeszcze gotowy, by to obejrzeć, i chcesz usunąć ten materiał zaraz po otrzymaniu, będzie on dostępny na mojej stronie internetowej, gdybyś kiedykolwiek zechciał go obejrzeć. Być może z czasem trafi nawet do książki, a moi potomkowie przeczytają go i dowiedzą się, skąd się wywodzą.

    Pisanie tego e-maila jest dla mnie bolesne, ale nauczyłam się, że wyrażanie i szanowanie moich myśli, emocji oraz głosu przyniosło mi spokój i radość. Wy trzej nigdy nie zapewniliście mi bezpiecznej przestrzeni, w której mogłabym zabrać głos, ale nie ma sprawy. Mój głos jest teraz nieskończenie głośniejszy niż wasze trzy razem wzięte, a wy trzej nie będziecie już mieli możliwości, by mnie uciszyć. Nie chodzi tu o zawstydzanie rodziny, ale historie takie jak nasza muszą być znane, aby inni i przyszłe pokolenia nigdy nie powtórzyły błędów, które popełniliśmy. Nie musicie się martwić; nikt nie wie, kim jesteście, i nigdy więcej nie będziecie musieli o mnie wspominać.

    Cokolwiek tu piszę, nie wynika to z egoizmu ani złośliwości; nie zamierzam też chwalić się tym, co osiągnąłem i czym się dziś cieszę. Poza tym jestem pewien, że wasza trójka sama widzi, kim stałem się w ciągu ostatnich dziesięciu lat. To powiedziawszy, jeśli w waszej trójce jest choćby najmniejsza cząstka, która wciąż postrzega mnie jako syna i brata, mam nadzieję, że będziecie dumni, ale mam też nadzieję, że wszyscy wiecie, iż nie kierowało mną pragnienie udowodnienia wam, że się mylicie – zrobiłem to dla siebie. Pokonałem to, czego większość ludzi nie byłaby w stanie pokonać. Ten list nie ma na celu szukania potwierdzenia, o czym często wspominasz, siostro. Nie chodzi też o to, by przedstawiać siebie jako ofiarę, ponieważ nie czuję, że coś straciłem, a wręcz przeciwnie – zyskałem wszystko.

    To będzie ostatni raz, kiedy zwracam się do was trojga jako do ojca, matki i siostry. Gdy tylko ten e-mail zostanie wysłany, niezależnie od tego, czy go przeczytacie, czy nie, proszę, traktujcie mnie tak, jakbym nigdy nie istniał lub jakbym nie żył. Żadne z was nigdy nie zachowywało się tak, bym czuł, że mam prawo istnieć, więc nie ma też potrzeby, by istniały jakieś wspomnienia o mnie.

    Ten list długo na siebie kazał czekać. Nie ma lepszego momentu, by go do was napisać, bo spójrzcie tylko na mnie teraz. Założę się, że nikt z was nie sądził, że dotrę do tego miejsca. Nawet ja się tego nie spodziewałam. To niesamowity zbieg okoliczności z powodów astrologicznych, których nie będę wyjaśniać, powiem tylko, że te dziesięć lat, które zajęło mi wyleczenie się, poskładanie się na nowo i wpuszczenie miłości oraz celu do mojego życia, były najpiękniejszymi i najbardziej znaczącymi latami mojego życia. Mam nadzieję, że przed nami jeszcze wiele takich lat. Nie wierzę w przypadki. Wydarzenia, które doprowadziły do powstania tego listu, są przeznaczeniem i wiem, że musiałam przez nie przejść.

    Przede wszystkim mam nadzieję, że przez ostatnie dziesięć lat wszystko u was było w porządku. Chciałbym się podzielić tym, że u mnie wszystko w porządku. Odnalazłem swoje powołanie, jestem szczęśliwym mężem i zostałem ojcem. Mam wszystko, o czym kiedykolwiek marzyłem, mimo że dorastając, myślałem, że na nic z tego nie zasługuję. Dorastałem w izolacji i samotności, ale teraz otaczają mnie przyjaciele i rodzina, którzy mnie kochają, a także klienci i obserwujący, którzy mnie szanują. Wykształciłem też w sobie pewną osobowość, która, jak sądzę, raczej nie przypadnie wam do gustu.

    Chciałbym powiedzieć wam trzem kilka słów, a także powrócić do niektórych z moich najważniejszych wspomnień związanych z każdym z was – zarówno tych wzruszających, jak i tych bolesnych.

    Ojciec:

    Chciałbym zacząć od podziękowania ci za to, że zapewniłeś mi bezpieczeństwo finansowe. Dzięki tobie prowadziłem wygodne życie pod względem materialnym i mimo wszystkich negatywnych rzeczy, które czasem mówię o tobie innym, zawsze będę podkreślał, że jesteś odpowiedzialny i wywiązałeś się ze swoich obowiązków. Wiem, że powiesz, że zrobiłeś wszystko, co w twojej mocy, i akceptuję to, ale część mnie żałuje, że nie mogło być lepiej. Bez wahania zamieniłbym ten materialny komfort na emocjonalne ciepło i normalną rodzinę. Ale to nic – nikt nie jest idealny, a ja nauczyłem się, że każdy z nas ma swoje demony i ograniczenia, z którymi musi sobie radzić.

    Moje pierwsze, najsilniejsze wspomnienie o tobie to niestety scena, kiedy mama przycisnęła cię do fortepianu, trzymając nóż przy twojej szyi, podczas naszego pobytu w Lakeview. Być może myślałeś, że byłem zbyt młody, by to zapamiętać – ale pamiętam. Z upływem lat postrzegałem cię jako osobę znęcającą się nad żoną i złego członka rodziny, ale, o rany, jakże się myliłem co do tego, kto był prawdziwym złoczyńcą. Kłótnie były tak gwałtowne, że ty i twoja żona dosłownie walaliście się po podłodze – ona kopała cię i drapała, a ty ją dusiłeś. Pamiętaj, wciąż pamiętam to spojrzenie na twojej twarzy, kiedy to robiłeś.

    Dorastałem, obserwując, jak twoja żona nieustannie cię poniżała, obrażała i wyśmiewała – reagowałeś przemocą, co jest złe, ale rozumiem, dlaczego tak postępowałeś. Dorastałem, nie wiedząc, jak ani dlaczego powinienem cię szanować. Pamiętam jeszcze kilka innych sytuacji:

    • Byliśmy z siostrą na spacerze, kiedy w Lakeview jeszcze stały te kamienice. Pamiętam, że staliśmy po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko bocznego wejścia. Nie pamiętam dokładnie, co się wtedy stało, ale jasne jest, że nie chciałeś wracać do domu i unikałeś swojej żony. Ja chciałam wracać do domu, przebiegłam przez ulicę, ale przytrzymałeś mnie, mimo że krzyczałam z całej siły.
    • Pamiętam, jak byłem dzieckiem i albo doszło do bójki, albo dostałem karę. Pamiętam, że z frustracji splunąłem na podłogę, a ty podniosłeś mnie i przeciągnąłeś po podłodze, żeby wytrzeć ślinę. Potem znów przycisnąłeś mnie plecami do siebie, a ja uderzyłem cię głową tak mocno i tak często, że twoje oko natychmiast spuchło i omal nie straciłeś wzroku. Pamiętam, że gdy to zobaczyłem, natychmiast cię przytuliłem, płacząc i mając złamane serce.
    • Pamiętam, że mocno się pokłóciłeś z żoną. Zabrała mnie i siostrę z domu, a kiedy wróciłyśmy, zobaczyłyśmy cię siedzącego przy stole i jedzącego makaron instant, z twarzą pokrytą zadrapaniami i otwartymi ranami. Na ten widok zaczęłyśmy płakać.
    • Pamiętam też inną sytuację, kiedy pokłóciłeś się z żoną, przyszedłeś do mnie i zacząłeś mnie gwałtownie potrząsać, żeby dać upust swoim emocjom, płacząc przy tym, przez co zaczęła mi krwawić nos i wylądowałem w szpitalu.
    • Wielokrotnie wzywałem na ciebie policję, a podczas jednej z takich interwencji funkcjonariusze próbowali założyć ci kajdanki, bo ich prowokowałeś. Co zabawne, tak naprawdę nie powstrzymałeś mnie przed wezwaniem policji. Być może wiedziałeś, że to jedyny sposób, by te bójki się skończyły.
    • Rzuciłeś we mnie pilotem, bo zajmowałem telewizor, grając w gry. Mam nadzieję, że rozumiesz, że nie miałem przyjaciół, a gry były dla mnie ucieczką.

    Nie wahałeś się uciekać się do przemocy fizycznej i w końcu złożono przeciwko tobie wniosek o zakaz zbliżania się. Ja też dorosłam i stałam się większa oraz silniejsza. Minęło trochę czasu i na szczęście przemoc fizyczna ustała. Złagodniałeś i nadal zapewniałeś nam wsparcie finansowe. Być może był to twój sposób na zadośćuczynienie. Jeszcze raz dziękuję ci za to, że dbałeś o mnie finansowo.

    Miłych wspomnień było niewiele, ale kiedy piszę do Ciebie ten list, przypomina mi się kilka z nich, które przez bardzo długi czas pozostawały w ukryciu:

    • Jednym z niewielu wspomnień, które wciąż mam, jest to, jak pozwalałeś nam jeździć na swoich łydkach z poduszką, udając, że jesteśmy „Supermanem”. Teraz robię to samo z moim synem.
    • Kiedyś graliśmy razem w chińskie szachy na planszy, którą sam zrobiłeś. Była pomalowana na biało, a linie narysowałeś własnoręcznie. Figury trzymaliśmy w zardzewiałej puszce po cukierkach M&M’s. Później zostałem szachistą na poziomie krajowym w innej odmianie szachów i pamiętam, jak woziłeś mnie na treningi.
    • Pamiętam, że w okresie egzaminów zabierałeś mnie do salonu gier w Toa Payoh, pozwalając mi patrzeć, jak inni grają w gry wideo, bo to była dla mnie ucieczka od rzeczywistości. Po prostu stałeś tam i czekałeś.
    • Pamiętam, jak przytulałeś mnie do snu, bo bałem się spać sam, będąc w szoku po obejrzeniu filmów z serii „Obcy” i scen z wyrywającymi się z klatki piersiowej potworami – filmu, którego wciąż nie znoszę za to, że mnie tak przeraził.
    • Pamiętam, że byłem wtedy w trzeciej lub czwartej klasie szkoły podstawowej i podczas jazdy autobusem nr 410, kiedy jechaliśmy do Bishan, z wielkim entuzjazmem wypytywałem cię o sprawy związane z informatyką i wirusami komputerowymi.
    • Pamiętam dokładnie moment, w którym po raz pierwszy uświadomiłem sobie swoje istnienie. Szliśmy w kierunku Thomson Plaza i zapytałem cię: „Dlaczego istnieje «ja»?”. Czym był ten cichy głos w mojej głowie? Co zabawne, impulsem do napisania tego e-maila do wszystkich było również wydarzenie w Thomson Plaza.

    To kilka chwil, które zapamiętałem z naszego dawnego domu, Lakeview – prawdziwej dziury, która wciąż tam stoi, przypominając mi, skąd pochodzę. Często zastanawiam się, kto tam teraz mieszka i czy wiedzą, co działo się w tym domu. Bywały nawet chwile, kiedy zakradałem się do naszego dawnego domu, żeby rzucić okiem i powspominać, jak daleko zaszłem.

    Dziesięć lat temu los przyniósł dziwny zwrot, kiedy znalazłem się na dnie – wpadłem w złe towarzystwo, które manipulowało mną, dając mi to uznanie, którego szukałem, a ja chciałem coś w życiu osiągnąć. Myślałem, że jestem na najlepszej drodze do sukcesu, ale to, co nastąpiło potem, było najgorszym okresem w moim życiu. W rezultacie stałem się ciężarem dla rodziny i bardzo mi przykro.

    Pamiętam, jak w 2014 roku wybuchłem na ciebie i doszło między nami do pierwszej w życiu bójki – leżeliśmy dosłownie na podłodze i okładaliśmy się pięściami. Groziłem, że zabiję cię we śnie, i część mnie wtedy naprawdę tak myślała. Pewnie zdałeś sobie sprawę, jak bardzo byłem wtedy zniszczony – a to wszystko dzięki tobie i twojej żonie. W końcu się wyprowadziłeś i wziąłeś rozwód, a w domu zostaliśmy tylko ja i ten demon, z którym się ożeniłeś.

    Chcę, żebyś wiedział, dlaczego doszło do tej kłótni. Pamiętam, że była połowa jesieni, ale nie obwiniajmy za to pełni księżyca. Poszedłem po wodę do kuchni, a kiedy wracałem do swojego pokoju, rzuciłeś nonszalancko: „怎么整天都不动的?” swoim zwyczajowym, niekonstruktywnym tonem – i wtedy straciłem panowanie nad sobą i doszło do kłótni. Nie było to mi wtedy potrzebne, zwłaszcza że zaczynałam zdawać sobie sprawę, jak bardzo jestem zraniona i co zrobiła mi moja rodzina. Dwadzieścia osiem lat stłumionego gniewu i urazy wypłynęło na powierzchnię w ciągu kilku tygodni. Walczyłam, by stanąć na nogi, robiąc wszystko, co mogłam, a twoja uwaga zabrzmiała jak kpina podczas jednej z najtrudniejszych bitew w moim życiu.

    Tak dla wiadomości, niedawno wyrzuciłem ten drewniany miecz, którym omal cię nie zabiłem. Oto zdjęcie na pamiątkę:

    Obwiniałam cię za cierpienia, które przeżyłam, i postrzegałam cię jako pozbawionego kręgosłupa, słabego mężczyznę. Dla mnie nadal nim jesteś, ponieważ nie potrafisz nawet zebrać się na odwagę, by przeprosić mnie jak należy i przyznać się do swoich błędów jako mój ojciec i opiekun. Zajęło ci to 28 lat i groźba śmierci ze strony twojego syna, by postąpić słusznie.

    Mogłeś zapobiec wielu cierpieniom, ale tego nie zrobiłeś, ponieważ nie odważyłeś się podjąć trudnych decyzji, trzymając się dziwnego wyobrażenia o tym, co uważałeś za „pełną rodzinę”. Cóż, spójrz na rodzinę, którą stworzyłeś. Czy jesteś dumny z tego, co osiągnąłeś i z twojego dziedzictwa? Chcę ci powiedzieć, że żałuję, iż nie rozwiódłeś się tak szybko, jak tylko mogłeś, a zamiast tego pozwoliłeś swojej żonie mnie znęcać się nade mną i nic nie zrobiłeś. Wiele razy czułem, że moje życie byłoby lepsze, gdybyś ją zatłukł na śmierć, a sam trafił do więzienia. Nie nauczyłem się od was niczego poza tym, kim nie chcę się stać.

    Mimo wszystko w głębi serca wiem, że jesteś dobrym człowiekiem, choć może nie zbyt mądrym, i żal mi cię, że twoja żona wydobyła z ciebie to, co najgorsze.

    Kiedy kilka lat temu na krótko ponownie się spotkaliśmy, gdy byłam na wakacjach na Jeju, i opowiedziałaś mi, że prawie umarłaś z powodu grypy i musiałaś zostać ewakuowana medycznie, naprawdę płakałam z twojego powodu. Mam nadzieję, że przyniesie ci to trochę pocieszenia. Wiem, że następnego dnia wszystko wróciło do punktu wyjścia i powiedziałam ci kilka bardzo nieprzyjemnych rzeczy. Przepraszam. Złościłam się, bo nie chciałam słyszeć od nikogo z was „po prostu idź dalej”, skoro nikt nawet nie uznał cierpienia, przez które przeszłam. Żadne z was nie miało prawa mówić mi, żebym „po prostu poszła dalej”.

    A tak przy okazji, zmieniłem imię, a nawet nazwisko. Ironią losu w przypadku mojego dawnego imienia 詹孝严 było to, że miało ono oznaczać szacunek wobec ojca, ale znak 孝 oznacza również żałobę po czyjejś śmierci. Moje nowe imię brzmi tak samo, a jego znaczenie polega na tym, że wszyscy będą mnie traktować jako wzór do naśladowania.

    Mam nadzieję, że resztę życia spędzisz szczęśliwy i zdrowy u boku swojej nowej, miejmy nadzieję lepszej, żony. Chwila, kogo ja tu oszukuję? Oczywiście, że twoja nowa żona jest lepsza.

    Mama:

    O rany, od czego tu w ogóle zacząć? Ten fragment jest dla ciebie i to jedyny, nad którym nie uroniłam łezki podczas pisania. Szkoda, że nie będziesz w stanie nic z tego zrozumieć z powodu bariery językowej, i bardzo wątpię, by ten list do ciebie dotarł, bo wiem, że twoja córka będzie chciała cię chronić. Ale mimo wszystko oto on.

    Zanim zacznę, chciałbym tylko podziękować ci za to, że się mną opiekowałaś, gotowałaś dla mnie i dbałaś o mnie, kiedy byłem chory. Były chwile, kiedy cieszyłem się, że cię mam, ale przeważnie wolałbym, żebyś mnie nie miała.

    Dorastaliśmy razem. Kiedy gdzieś wychodziliśmy, cały czas trzymałam cię za rękę. Myślałam, że nasza więź jest wyjątkowa ze względu na sytuację w naszej rodzinie. Chciałam cię chronić przed ojcem. Pamiętam nawet chwile, kiedy płakałam z obawy, że cię stracę. W końcu jednak zdałam sobie sprawę, że była to niezdrowa więź oparta na traumie. Nasza relacja zaczęła popadać w pokręconą, toksyczną spiralę z powodów, których nie rozumiem. Wchodziłam po prostu w nowe etapy życia, mając nadzieję, że ktoś mnie poprowadzi.

    Nie wiem, z jakiego powodu stałeś się taki, jaki jesteś, i nie będę próbował tego zrozumieć, ponieważ nie potrafię pojąć, jak ktoś mógł stać się taki jak ty. Jeśli stałeś się taki z powodu trudnego dzieciństwa, rozumiem to i nie mam nic przeciwko, ponieważ na własnej skórze pokazałeś mi, jak wielką krzywdę może to wyrządzić człowiekowi. Na szczęście teraz przypominasz wszystkim, nie tylko mnie, że godnym zachowaniem jest praca nad własnymi problemami, wzniesienie się ponad nie i nie zadawanie cierpienia innym. Posiadanie dziecka nie oznacza, że jesteś matką – to tytuł i zaszczyt, na które trzeba zasłużyć miłością i łaską.

    Jesteś najbardziej podłą, okrutną i mściwą istotą, jaką znam, oraz klasycznym przykładem narcystycznego rodzica. Kiedy dorastałam, za każdym razem, gdy się złościłaś, biłaś mnie tak, że dzwoniło mi w uszach. Nigdy nie omieszkałaś przypominać mi, że jestem bezużyteczna, tak jak twój mąż, gruba, brzydka i głupia – i to w najbardziej jadowitym tonie i z najbardziej złośliwym wyrazem twarzy, jaki tylko można sobie wyobrazić. Nigdy też nie omieszkałaś powiedzieć mi, żebym się zabiła lub skoczyła z budynku. Powiedziałaś nawet, że powinnaś była mnie zabić, gdy byłam niemowlęciem. A wszystko to, mając jednocześnie czelność głosić nauki buddyjskie i przedstawiać się jako osoba oświecona i święta w postaci praktykującej tradycyjną medycynę chińską. Każda z tych tyrad trwała godziny, a nawet dni. Nie pamiętam, żebym zrobiła coś, na co zasłużyłam. Mogłabym napisać esej o objętości pracy dyplomowej na temat złych wspomnień związanych z tobą i twoich znęcających się zachowań. Na szczęście dla ciebie i twojej twarzy nikt nigdy nie dowie się, co się wydarzyło, i nikt nigdy nie usłyszy twojego głosu. Udało ci się uniknąć kary.

    Ból i cierpienie, jakie mi zadałaś, zatarły wszystkie pozytywne wspomnienia, jakie miałam z tobą, ponieważ wszystko, co wydawało się pozytywne, było jedynie iluzją. Pamiętam, że wchodziłaś w konflikt z każdym w swoim otoczeniu – niezależnie od tego, czy chodziło o twojego męża, mnie, kolegów ze studiów w TCM College, sąsiadów, a nawet, na litość boską, organizację charytatywną – wszystko to z powodu twojej niepewności i twojego narcyzmu. Nie bez powodu nie masz żadnych przyjaciół.

    Do dziś nie potrafię zrozumieć, dlaczego robiłaś i mówiłaś te wszystkie rzeczy własnemu synowi. Wyglądało to tak, jakbyś czerpała przyjemność z zadawania mi bólu. Czy to dlatego, że przypominałem ci twojego męża, którego tak bardzo nienawidziłaś? Czy mogę zapytać, czy po tylu latach nadal mnie nienawidzisz?

    Moim „ulubionym” wspomnieniem związanym z tobą zawsze pozostanie ten moment przed moim wyjazdem na wspinaczkę na górę Rinjani w 2012 roku. Kilka dni wcześniej pokłóciliśmy się, a kiedy tego dnia wyruszałem na lotnisko, powiedziałeś: „Jeśli coś ci się stanie, lepiej umrzyj w górach. Nie wracaj do mnie jako inwalida i nie bądź dla mnie ciężarem”. To moje „ulubione” wspomnienie, ponieważ wtedy po raz ostatni pozwoliłem ci powiedzieć mi coś takiego, a kiedy nauczyłem się chronić siebie, stałeś się jeszcze bardziej bezlitosny i złośliwy.

    „Jeśli coś ci się przydarzy w górach, po prostu umrzyj tam na miejscu i nie wracaj sparaliżowany, żeby mi być na ciężarze”.

    Nie tylko życzyłaś mi wypadku, ale także miałaś nadzieję, że tam zginę. Wow. Dorastałam w otoczeniu takich słów, zanim jeszcze weszłam w wiek nastoletni. Rok lub dwa później, kiedy nasze relacje osiągnęły punkt kulminacyjny, zapytałam cię, czy pamiętasz, co mi powiedziałaś, a ty próbowałaś mnie zmanipulować, twierdząc, że nie pamiętasz. Wiem jednak, że powiedziałeś „nie pamiętam”, bo tak naprawdę pamiętasz, bo gdyby tak nie było, powiedziałbyś „nie powiedziałem tego”. W pewnym momencie chciałam cię otruć, ale cieszę się, że nie zmarnowałam swojego życia z twojego powodu.

    Kiedy zacząłem się podnosić z upadku, wykorzystywałeś każdą okazję, by mnie poniżać, lekceważyć i wciąż powtarzać mi, żebym po prostu się zabił.

    W 2014 roku wyrzuciłeś mnie z domu i zmusiłeś do życia na ulicy, twierdząc, że to dla mojego dobra, ale wiem, że chciałeś mnie po prostu upokorzyć. Nie udawajmy, że jesteś zdolny do życzliwości. Ale dzięki Bogu, że ten pamiętny dzień nadszedł. To była najlepsza rzecz, jaka mi się kiedykolwiek przydarzyła – opuszczenie tej piekielnej dziury raz na zawsze.

    Szkoda, że nie zapisałam wszystkich chwil, w których mnie krzywdziłeś – nie po to, by cię zawstydzić, ale dlatego, że jestem człowiekiem i mam prawo do tego, by mnie wysłuchano, a mój ból dostrzegli ci, którzy mnie kochają. Nie miałeś nawet na tyle przyzwoitości, by pozwolić mi się wyleczyć lub czuć to, co chciałam. Cały świat musiał kręcić się wokół ciebie i twojej wersji wydarzeń. Zawsze jesteś ofiarą, a twoja twarz (面子) jest zawsze najważniejsza. Po raz pierwszy w życiu zrobiłem coś dla siebie i w 2014 roku wylałem na papier swoje uczucia dotyczące przeszłości. Wydaje mi się, że twoja córka natknęła się na to dwa lata później, a w Boże Narodzenie 2016 roku wysłałeś mi wiadomość pełną nienawiści, życząc śmierci mnie i mojej ówczesnej dziewczynie, która jest teraz moją żoną, oraz twierdząc, że przyniosłem hańbę rodzinie i zawstydzam rodziców. Naprawdę, naprawdę nie rozumiem cię ani nie wiem, czego ode mnie chcesz, nawet do dziś.

    Mam nadzieję, że rozumiesz, iż tym, czego ta rodzina potrzebowała najbardziej, było właśnie poczucie wstydu. To właśnie ty, bardziej niż ktokolwiek inny, potrzebujesz poczucia wstydu.

    Musiałem zrobić ci coś strasznego w poprzednim życiu, skoro musiałem przez to wszystko przejść. A może jednak nie. Być może świadomie wybrałem to życie i reinkarnację, aby w pełni rozwinąć swój potencjał, i właśnie tę wersję wydarzeń postanawiam przyjąć. Cokolwiek by to nie było, mam nadzieję, że czujesz, iż zemściłaś się i sprawiedliwości stało się zadość. Nie nienawidzę cię, ale mogę też powiedzieć bez cienia wątpliwości, że cię nie kocham.

    Nie piszę do Ciebie dzisiaj, by Cię zawstydzić ani by wyciągać dawne urazy. Chciałbym Ci podziękować za stworzenie mi tego najcenniejszego i pełnego wyzwań środowiska, w którym mogłem wyrosnąć na osobę, którą jestem dzisiaj.

    Dzięki wam moja historia przynosi innym spokój i jasność.

    Dzięki wam zło się mnie boi.

    Dzięki tobie zrozumiałem, że potrafię chronić innych przed potworami takimi jak ty.

    Dzięki wam mam pracę, którą absolutnie uwielbiam – pracę, która pozwala mi w pełni dysponować swoim czasem, spędzać go z kimkolwiek zechcę, przebywać w dowolnym miejscu na świecie oraz poznawać najbardziej niesamowitych ludzi.

    Dzięki tobie wiem, czego oczekuję od małżeństwa i od żony. Pociesza mnie to, że moje małżeństwo nie jest takie jak twoje.

    Dzięki tobie wiem, jakim rodzicem chcę być, i prędzej umrę, niż będę taki jak ty.

    Gdyby nie ty, nie miałbym wszystkiego, co mam dzisiaj, i wiem, że jako narcyz, jakim jesteś, chętnie przypisałbyś to sobie. Śmiało, przypisz to sobie.

    W zamian za śmierć, której mi życzyłeś, oto moja odpowiedź, sformułowana słowami króla Leonidasa skierowanymi do Efialtesa. Obyś żył wiecznie, pogrążony w hańbie i zapomniany.

    Nie będę już żywił do ciebie urazy, bo nie warto. Wybaczam ci, bo jesteś moim największym dobroczyńcą.

    Siostra:

    Ten fragment jest dla ciebie prawdopodobnie najtrudniejszy do napisania, ponieważ jesteś JEDYNĄ osobą na świecie, która przeżyła to samo co ja, ale nigdy nie kochałeś mnie tak, jak chciałem być kochany jako brat – i to jest w porządku.

    Zacznijmy od kilku wspomnień: pamiętam, że byliśmy sobie bliscy, gdy byliśmy młodzi, ale potem oddaliliśmy się od siebie i zacząłem dostrzegać, jak narasta w tobie gorycz. Pamiętam też, jak napisałeś list do naszej babci ze strony matki, w którym opisałeś sytuację rodzinną i przemoc, jaka miała miejsce w domu, ale za to dostałeś surową burę od swojej matki. Pamiętam też, jak matka ciągnęła cię po podłodze za włosy. Ten widok do dziś pozostał wyryty w mojej pamięci. Ty znosiłaś te same zniewagi, znęcanie się i przemoc. Dorastałyśmy w środowisku, w którym nauczyłyśmy się, że emocje to słabość, a brak emocji to zbroja.

    W miarę upływu lat i wkraczania w nowe etapy naszego życia coraz bardziej się od siebie oddalaliśmy. Nigdy nie miałam okazji cię poznać, a ty nigdy nie miałeś okazji poznać mnie. Zawsze przebywałeś w swoim pokoju, podczas gdy ja dzieliłam pokój z ojcem, a gdy podrosłam, musiałam w końcu spać na podłodze na balkonie. Chociaż mieszkaliśmy w tym samym domu, zawsze wydawało mi się, że żyjemy w odrębnych światach.

    Nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek zjedli razem posiłek tylko we dwoje, a te kilka razy, kiedy próbowaliśmy, kończyły się gorzkim rozczarowaniem. Chciałem wtedy utrzymywać z tobą kontakt, bo uważałem cię za jedyną rodzinę, jaka mi pozostała, ale każde nasze spotkanie tylko potęgowało niechęć i urazę. Do dziś pamiętam dwa takie zdarzenia – jedno w CHIJMES, a drugie w restauracji serwującej potrawę „steamboat” przy 111 Somerset. Za każdym razem wychodziłem wściekły, zanim jeszcze podano jedzenie, bo nie mogłeś się powstrzymać od poniżania mnie.

    Pamiętam tę chwilę przy 111 Somerset. Byłem podekscytowany spotkaniem z tobą i cieszyłem się, że w końcu znalazłeś dla mnie czas. Ponownie rozpocząłem karierę w korporacji i opowiedziałem ci, że jako dodatkowe zajęcie zajmuję się chińską astrologią i że zaczyna to nabierać tempa. Bez wahania, zanim jeszcze zamówiliśmy jedzenie, od razu zapytałeś: „Dlaczego mi to mówisz i szukasz u mnie potwierdzenia?”.

    Bo jesteś moją siostrą i byłaś wtedy jedyną osobą, która mi pozostała. Nie miałam nikogo.

    Serce mi zamarło, gdy odeszłam z łzami płynącymi mi po twarzy, bo nie chciałam już nigdy więcej doświadczać takiego traktowania. Otworzyłam się przed tobą, tylko po to, żeby znów zostać poniżoną. Pamiętam, jak napisałam do ciebie: „Jeśli chcesz tak do mnie mówić, to proszę, nigdy więcej się do mnie nie odzywaj”. Wydaje mi się, że wtedy po raz pierwszy nazwałam cię suką – bo czasami naprawdę potrafisz taką być. Bez urazy.

    Chciałam, żebyś mnie przeprosił, bo czuję się zraniona. I być może w głębi serca pragnęłam jeszcze raz usłyszeć od ciebie słowa uznania, żebyś zobaczył, kim się stałam i jak bardzo jestem biegła w tym, co robię – zwłaszcza że wiem, iż mogłoby ci to pomóc. Ale tak, wiem, że nie interesują cię sprawy duchowe ani takie „błahe” rzeczy jak astrologia.

    Lubisz rzucać słowem „potwierdzenie” i twierdzić, że tego od ciebie oczekuję. Jesteś moją starszą siostrą, więc czyż nie powinnam? Ale to nic, bo w końcu dorosłam i zdałam sobie sprawę, że nie potrzebuję potwierdzenia od nikogo. Na szczęście otaczają mnie ludzie, którzy chętnie mi je dają, nawet nie muszę o to prosić.

    Nigdy nie wyładowywałam na tobie swojej złości i urazy wobec naszych rodziców. Chciałam tylko, żebyś mnie wysłuchała i żeby ktoś dostrzegł mój ból w świecie, w którym nikt inny tego nie potrafił. Pamiętam cię jako moją fajną siostrę, która wyciągała mnie z kłopotów i stawała w mojej obronie. Mimo że miałyśmy swoje konflikty, nie obwiniałam cię, bo wiem, że nie miałaś najlepszego dzieciństwa. Pamiętam, jak byłyśmy w Tajpej i zaczęłaś płakać, gdy twoja mama pochwaliła mnie przed krewnymi. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego to zrobiłaś. A potem dotarło do mnie – być może to ty potrzebowałaś uznania, zwłaszcza jako starsze dziecko, i dlatego wydawało się, że to twoje ulubione słowo w stosunku do mnie. Dorastając, nigdy nie przyszło mi do głowy, by cię prześcignąć lub przyćmić, bo w ogóle mi na tym nie zależało. Chciałam tylko spędzać czas z tobą, moją fajną siostrą, i być dostrzegana.

    Wyprowadziłeś się z domu po ślubie, a ja zostałam i cierpiałam, a ty ani razu nie skontaktowałeś się ze mną, żeby zapytać, jak się czuję. Wiem, że ty też cierpiałeś i żadne z nas nie było gotowe, by poradzić sobie z tym ciężarem. Przepraszam, że nie umiałam cię wesprzeć, bo to ja byłam młodsza i niedojrzała.

    Kiedy tego pamiętnego dnia wpadłem na twojego męża i córkę, szczerze się ucieszyłem z powodów, których nie potrafiłem wyjaśnić. Być może wynikało to z tego, że sam jestem teraz ojcem. Wybacz mi te słowa, ale taki właśnie jestem teraz i taki się stałem – lekceważący i starający się wyśmiewać nieprzyjemne uczucia. To był mój sposób na powiedzenie: „Cześć, dawno się nie widzieliśmy”.

    Myślałam, że śmierć twoich rodziców pozwoli mi zamknąć ten rozdział, i pewnie dlatego napisałam do nich SMS-a z pytaniem, czy już nie żyją. Wiem, że to głupie, i przyznaję, że było w tym trochę złośliwości. Ale jak już mówiłam, nie spodziewałam się, że wpadnę na twojego męża i córkę, i dotarło do mnie, że ich śmierć nie jest właściwym sposobem na zamknięcie tego rozdziału i nie będę czekać, aż umrą, by to osiągnąć.

    Nie wiem, z jakiego powodu pozostałaś blisko naszych rodziców, a zwłaszcza mamy, ale pogodziłam się z tym. Trudno mi jednak zaakceptować fakt, że podjęłaś wysiłek, by pogodzić się z nią, a nigdy nie zrobiłaś tego samego dla mnie. Być może udało ci się zamknąć ten rozdział w relacji z nią i cieszę się z tego. Czasami miałam nawet wrażenie, że czerpałaś przyjemność z tego, że sprzymierzyłyście się przeciwko mnie, ale nie będę już tak o tobie myśleć. Być może stało się tak dlatego, że zostałaś matką, i powoli zaczynam akceptować fakt, że pozostałaś blisko ludzi, którzy najbardziej mnie skrzywdzili. Podziwiam cię za twoje poczucie obowiązku i odpowiedzialności i jest to coś, czego się od ciebie nauczę. Niestety, nie jestem na tyle wspaniała ani wielkoduszna, by móc robić to, co ty, zwłaszcza gdy nie czułam, że mój głos i uczucia są słyszane lub rozumiane. Nigdy nie usłyszałam od ciebie „przepraszam” i nie potrzebuję tego – wszystko w porządku.

    Twoja wiadomość z tamtego dnia poruszyła mnie bardziej, niż się spodziewałam. Myślałam, że to na mnie nie wpłynie, a jednak wpłynęło. Znowu wygrałaś, bo czuję się zraniona. Ale z radością pozwalam ci wygrać – bo jesteś moją siostrą i nie zamierzam podważać twoich uczuć. Miałam szczęście, że znalazłam inne osoby, które stały się dla mnie jak starsze siostry, a wiele osób nazywa mnie teraz nawet swoim 大哥 (starszym bratem). Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś cię ominęło.

    Wyrosliśmy na zupełnie różnych ludzi i zawsze zastanawiałam się, jak radziłeś sobie ze swoim bólem i cierpieniem.

    Zanim zakończę, chciałbym po raz ostatni powiedzieć mojej siostrze, że rodzicielstwo to doświadczenie, które głęboko zmienia życie i ma działanie uzdrawiające. Kochając mojego syna i żonę, w końcu zrozumiałem, jakiej miłości powinienem był doświadczyć, a której nie otrzymałem. Żałuję, że nigdy nie mieliśmy okazji zbliżyć się do siebie i że nigdy nie mogłem zobaczyć twojej wrażliwej strony – choć doskonale rozumiem powody, dla których tak się stało. Jestem utalentowanym astrologiem i wiem, że urodziłaś się, by być twardą – bardzo twardą – choć żałuję, że nie musiałaś być dla mnie tak surowa. Pokazałaś mi, że czasami rzeczywiście trzeba odłożyć emocje na bok, ale w końcu nauczyłem się, że we wszystkim musi być równowaga.

    Życzę Ci wszystkiego najlepszego w karierze i przyszłych przedsięwzięciach. Mam nadzieję, że będziesz dbać o swoje zdrowie, zwolnisz tempo, gdy zajdzie taka potrzeba, a może nawet nauczysz się okazywać wrażliwość i nawiązywać autentyczne relacje z innymi. Nie musisz przez cały czas udawać twardziela.

    Do mojej byłej rodziny:

    Boli mnie, że muszę pisać taki list do własnej rodziny, bo tak nie powinno wyglądać życie rodzinne. Wszyscy lubicie mówić, że mimo wszystko zrobiliście wszystko, co w waszej mocy, i akceptuję to. W końcu naprawdę potrafię. Ponieważ w końcu zrozumiałam, że życie i dbanie o rodzinę nie są łatwe i wymagają od nas tego, co najlepsze. Gdybym chciała być złośliwa, powiedziałabym, że wasze „najlepsze” to żart w szerszej perspektywie. Ale w porządku – to już nie ma znaczenia.

    Szkoda, że żadne z was nie zapytało mnie: „Jak się masz?” albo „Jak się czujesz?”, i nie zrobiło tego z prawdziwą troską. Zostałam pozostawiona sama sobie, a kiedy popełniłam błąd, nazwano mnie nieudaczniczką i 败家子。 Dorastałam jako ta, która „nigdy niczego nie wniosła” – ponieważ nie wiedziałam, jak to zrobić, i ponieważ i tak wyśmiano by mnie, więc nie zawracałam sobie tym głowy. Wy trzej zawsze kontrolowaliście narrację i nikt nigdy nie myślał z mojej perspektywy. Nikt nie był obecny na żadnej z moich uroczystości ukończenia szkoły ani innych ważnych wydarzeń. Dorastałem całkowicie sam i samotny, wykluczony przez innych, ponieważ miałem problemy. Wasza trójka nie miała pojęcia, jaką siłę woli i odporność musiałem w sobie znaleźć, aby dotrzeć do miejsca, w którym jestem dzisiaj.

    Szkoda, że nikt z was nie poświęcił czasu, by poznać mnie jako syna i brata i zobaczyć, kim mógłbym się stać, ale ironią losu jest to, że najtwardszy metal wykuwa się w ogniu piekielnym. Tak wiele bólu i cierpienia zadała mi wasza trójka, a jedyne, co od was usłyszałem, to nie „czy wszystko w porządku?”, tylko „daj sobie spokój”, a jeśli nie potrafiłem, to to ja byłem tym złym. Ale dzięki Bogu, przekształciłem ten ból w coś innego.

    Chcę, żebyście wszyscy trzej wiedzieli, że gdybym umarł w dowolnym momencie w 2012 lub 2013 roku, nie miałbym nic przeciwko temu. Nie wiedziałem, po co żyję, i nie miałem żadnego celu. Chciałem się zabić, ale nie miałem odwagi tego zrobić. W moim wynajmowanym pokoju w 2014 roku, pierwszym miejscu, które nazwałem domem, powiedziałem sobie, że zacznę wszystko od nowa. Sam. Krok po kroku. Minęło dziesięć lat i były to najwspanialsze lata, ponieważ w moim cierpieniu odnalazłem cel i sens.

    Przepraszam za wszystkie sytuacje, w których nie sprostałem oczekiwaniom i w których moje błędy stały się ciężarem dla rodziny. Myślę, że wasza trójka powinna już wiedzieć – zwłaszcza po przeczytaniu tego listu – że nigdy nie chciałem, byście czuli się obciążeni moją obecnością i byście żałowali, że w ogóle istnieję, albo uważali mnie za nieudacznika.

    Mam nadzieję, że wy trzej rozumiecie, że ja również dałem z siebie wszystko i nadal staram się z całych sił szanować swoją przeszłość i swoją historię, z których jestem tak dumny. Nie wstydzę się swojej przeszłości i nie pozwoliłem, by ogarnęła mnie nienawiść i uraza. Nie pozwolę wam trzem mnie powstrzymać, bo to nie jest tego warte.

    Śmierć w końcu dotknie nas wszystkich, a w ostatnich chwilach życia, kiedy nasze ego całkowicie zniknie, nie chcę żałować tego, czego nie zrobiłem lub nie powiedziałem. Ale do tego czasu nasze horoskopy i karma będą się nadal rozwijać, a ja z zapartym tchem czekam, by zobaczyć, jak to wszystko się skończy.

    Cieszę się, że nadal utrzymujecie kontakt, i mam nadzieję, że wspólnie stworzycie wiele szczęśliwych wspomnień – wiem, że już je macie.

    To już koniec. Naprawdę i całkowicie z tym skończyłam. Zderzenie mojej przeszłości z teraźniejszością w ciągu ostatnich kilku tygodni uświadomiło mi, że nie ma już potrzeby trzymać się tej nienawiści i urazy, a moja historia będzie miała najlepsze zakończenie. Moja rodzina, przyjaciele i klienci zasługują na to, co w mnie najlepsze. Nie obwiniam nikogo z was za to, przez co przeszłam. Jestem natomiast wdzięczna. Życie ma swoje tajemnicze sposoby, a nie byłabym dzisiaj w tym miejscu, gdyby nie moja przeszłość. Mam własną rodzinę i przyszłość do zbudowania.

    Nie ma też potrzeby pojednania w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie jest to zaproszenie dla nikogo, by powrócił do mojego życia. Nie sądzę, by ktokolwiek z was tego chciał, ponieważ wiem, z czym moja obecność wszystkim się kojarzy. Nie jest to również prośba o powrót do życia któregokolwiek z was. Więzi nadal uważam za zerwane i tak jest lepiej.

    Ten list jest moim przeprosinami skierowanymi do waszej trójki – i na tym sprawa się kończy.

    Proszę, po prostu uznajcie, że nie żyję, i pod żadnym pozorem nie kontaktujcie się ze mną już nigdy więcej – nie dlatego, że was nienawidzę, ale dlatego, że naprawdę nie chcę już nigdy więcej wracać do tych wspomnień i tego bólu.

    Naprawdę, naprawdę mam już tego dość i wybaczam wam trzem.

    – Twój syn i brat

    Udostępnij
    Sean Chan

    Autor:

    Master Sean Chan

    „Zadaniem astrologa nie jest wróżenie ani dostarczanie rozrywki, lecz pokazywanie ludziom, jak skutecznie żyć”.

    Konsultant ds. chińskiej metafizyki z siedzibą w Singapurze, posiadający ponad 15-letnie doświadczenie i obsługujący ponad 9 000 klientów. Znany ze swojego bezkompromisowego, praktycznego podejścia do BaZi, Feng Shui, Zi Wei Dou Shu i Qi Men Dun Jia.

    Więcej o mnie
    Academy of Astrology

    Przejdź od roli czytelnika do roli praktyka

    Kursy do samodzielnej nauki dotyczące BaZi, Zi Wei Dou Shu i nie tylko — prowadzone tak, jak powinno być.

    Poznaj Akademię
    Obserwuj nas na Instagramie

    Chcesz zgłębić ten temat?

    Twój wykres ma swoją historię

    Czytanie artykułów to dobry początek — ale nic nie zastąpi indywidualnej konsultacji. Przyjrzyjmy się, co tak naprawdę mówi o Tobie Twój wykres BaZi.

    Umów się na konsultację
    lub bądź na bieżąco
    Skip to content