Czym jest, a czym nie jest posiadanie certyfikatu kategorii 4

Ton, jakim będę się posługiwać na tym blogu, będzie inny, ponieważ uważam, że kilka poprzednich wpisów jest już dość szalonych i lekceważących. Chociaż bardzo lubię dodawać czarny humor do moich tekstów i codziennego życia, przypominam sobie, że moim zadaniem jest, mam nadzieję, nadal podnosić ludzi na duchu poprzez moje doświadczenia i to, co wiem. Ten wpis będzie nieco stonowany, choć mam nadzieję, że mimo wszystko uda mi się nieco poprawić nastrój, nawet jeśli to, o czym zamierzam opowiedzieć, nie jest niczym nowym.

Wszyscy już wiedzą, co mam na myśli, kiedy mówię „osoba z kategorii 4”. To zabawne, bo stało się to swego rodzaju przymiotnikiem, którym posługują się moi obserwatorzy. Jeśli moi klienci spotkają w pracy kogoś trudnego lub z pewnymi wadami charakteru, mówią: „Kategoria 4!”, a ja od razu wiem, o co im chodzi.

Wiem, że wszyscy mają już dość moich wywodów na temat artystów z listy przebojów kategorii 4. Z drugiej strony, czasami mam wrażenie, że ludzie lubią patrzeć, jak się z tym męczę i jak odrzucam pozory oraz branżową dyplomację. Cały czas mówię, narzekam i piszę o posiadaczach certyfikatów kategorii 4. Szczerze mówiąc, ten temat jest całkiem fajny do dyskusji, ale tylko dlatego, że moja branża jest nękana toksyczną pozytywnością, gdzie ludzie z kategorii 4 są w rzeczywistości głównym źródłem dochodów. Czy nie zgodzisz się, że o wiele łatwiej jest zarabiać na ludziach, którzy nie potrafią samodzielnie myśleć, a takie pieniądze często zarabia się, pogarszając im życie poprzez wprowadzanie ich w błąd? Moja branża przypomina nieco fast foody – wiesz, że są dla ciebie szkodliwe, ale nie możesz się powstrzymać przed zamówieniem o 1 w nocy Chicken McNuggets z dodatkowym sosem curry.

Celem mojego bloga jest to, by ludzie mogli mnie trochę poznać, ale pamiętajcie, że nie będę w stanie pokazać wszystkich swoich oblicz tylko za pośrednictwem tego bloga. Nie dowiecie się, jaka jestem w miejscach publicznych, w kontaktach z obsługą czy w gronie przyjaciół. Ze względu na moje „Wielką Trójkę”, na którą składają się zarówno Ryby, jak i Bliźnięta (jeśli w ogóle znacie znaczenie tego terminu), chciałbym myśleć, że jestem osobą wielowymiarową. Nie jestem astrologiem ani praktykiem chińskiej metafizyki po to, by nieustannie krytykować osoby z horoskopem kategorii 4. Nie chcę jednak, aby astrologia sprowadzała się do pozytywnych bzdur i „wyższych wibracji”.

Napisałem już prawie 200 wpisów, a wiele z nich – tych ważnych, które pokazują inną stronę mojej osobowości – jest teraz głęboko schowanych w archiwum, które dla wygody wszystkich oznaczyłem tagiem „Must Reads”. Zachęcam wszystkich nowych czytelników tego bloga do zapoznania się z tymi wpisami.

Zawsze będę krytykować osoby z kategorii 4, głównie po to, żeby wyładować stres związany z pracą. Jeśli używam określenia „kategoria 4”, to nie jest to nic osobistego. Używam tego terminu jako ogólnego określenia na osoby, które nie radzą sobie dobrze w życiu lub co do których kwestionujemy ich wartość i sens istnienia.

Na szczęście moja praca nie kręci się wokół ludzi, których trudno znieść. Uwielbiam swoją pracę, bo mam okazję spotykać się z różnymi ludźmi, podczas gdy większość osób w korporacyjnym świecie spotyka raczej karykaturalne wersje samych siebie. W tym sterowanym środowisku ludzie udają, że się lubią, a tak naprawdę dbają tylko o własne interesy, bojąc się pokazać innym, jacy naprawdę są poza pracą.

Minęło już prawie dziesięć lat i nie potrafię nawet opisać, jak wielu i jak różnorodnych klientów spotkałem na swojej drodze. Są to ludzie w moim wieku, reprezentujący różne branże. Są też klienci znacznie starsi lub młodsi ode mnie – uliczni sprzedawcy, prezesi międzynarodowych korporacji, przedsiębiorcy, osoby z zaburzeniami psychicznymi, rodzice dzieci z autyzmem, osoby homoseksualne, transpłciowe, a nawet klienci, którzy kiedyś pracowali jako osoby świadczące usługi seksualne. Co więcej, moi klienci pochodzą z całego świata i wnoszą nowe perspektywy, różne sposoby wyrażania siebie oraz historie przygód, o których większość z nas nawet nie śni.

Tak czy inaczej, w głębi serca wszyscy jesteśmy tacy sami. Pragniemy miłości, sensu życia, przyjaciół i spełnienia. Żaden z moich klientów nigdy nie powiedział mi: „Uwielbiam cierpieć”.

Potrafię naprawdę świetnie interpretować horoskopy i przewidywać wydarzenia. Niemniej jednak sądzę, że wszyscy już zdają sobie sprawę, iż byłoby wielką stratą, gdyby astrologia i chińska metafizyka sprowadzały się wyłącznie do przewidywania wydarzeń. Być może lepiej ująć to w ten sposób: astrologia powinna skłaniać do zastanawiania się nad wydarzeniami i nad tym, dlaczego one mają miejsce.

Być może nigdy nie znajdziesz jednoznacznej odpowiedzi, ale chodzi o to, żeby zadawać pytania.

Dlaczego niektóre rzeczy są z góry przesądzone już od chwili narodzin? Dlaczego horoskopy są ze sobą zgodne? To są ważne pytania, na które nie potrafię odpowiedzieć.

Powodem napisania tego wpisu jest to, że ostatnio trafiają do mnie sprawy i klienci, którzy teoretycznie należą do kategorii 4. Najciekawsze jest to, jak się to przejawia. Rok 2023 zapowiada się dla mnie jako dość burzliwy, głównie za sprawą tej grupy ludzi, ale jednocześnie satysfakcjonujące jest dostrzeganie pozytywnych aspektów, które z tego wynikają. Innym powodem są artykuły, które ostatnio czytam i które dość mocno mnie poruszają. Donald Trump, lekarze trafiający do więzienia, pielęgniarki zabijające noworodki i nauczyciele przedszkolni znęcający się nad dziećmi.

Proszę zrozumieć cel tworzenia kategorii

Po pierwsze, kiedy mówię o kategorii 4, mam na myśli osoby pełnosprawne fizycznie i psychicznie. Muszę to jasno podkreślić, na wypadek gdyby ktoś chciał zacytować mnie wyrwane z kontekstu. Moja dyskusja na takie tematy zawsze kręci się wokół czyjegoś charakteru. Nie chodzi o umniejszanie zmagań osób z dolegliwościami fizycznymi lub problemami ze zdrowiem psychicznym. Poza tym niektórzy ludzie z dolegliwościami fizycznymi i problemami ze zdrowiem psychicznym żyją z większą godnością i zasługują na większy szacunek niż niektórzy, którzy nie mają takich wyzwań, więc naprawdę nie chodzi o dolegliwość, z którą się urodziłeś.

Chciałbym też jasno powiedzieć, że ten wpis nie jest skierowany do nikogo konkretnego. Po prostu uznałem, że to dobry moment, by ponownie poruszyć te kwestie. Mówiąc wprost: żadna osoba z kategorii 4 nie jest dla mnie na tyle ważna, bym poświęcił jej cały wpis tylko z jej powodu. Zejdź z piedestału, bo świat nie kręci się wokół twojego życia.

Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że to nie ja wymyśliłem te cztery kategorie. Wspomniałem o tym w moich dwóch poprzednich wpisach na blogu, w których omawiałem nieprawidłowe wykresy BaZi. Oto one:

Większość osób dopiero zaczynających przygodę z chińską metafizyką nigdy nie słyszała o czterech kategoriach, ponieważ zazwyczaj rozpoczynają oni swoją przygodę od niezwykle powierzchownych książek napisanych w języku angielskim. Z drugiej strony, chińskie książki o BaZi, zwłaszcza te napisane w przeszłości, zawsze omawiają te cztery kategorie. Posuwają się nawet do stwierdzenia, że to, czy urodzisz się geniuszem, czy kompletnym, nudnym imbecylem, jest z góry ustalone, a nawet używają terminów takich jak 「下贱废人」, co oznacza, że jesteś bezużytecznym, nikczemnym człowiekiem. Nie wierzysz mi? Proszę bardzo:

A ludzie myślą, że to ja jestem bezpośredni…

Choć mogłoby się tak wydawać, rozmowa o tych czterech kategoriach nigdy nie miała na celu krytykowania innych ani chełpienia się tym, że mamy lepszy wykres BaZi. Ludzie powinni mnie już na tyle dobrze znać, by zrozumieć, że nie jestem aż tak płytki i że rolą praktykującego nie jest utrudnianie życia światu ani innym ludziom ponad to, co już jest.

Celem ustalenia tych czterech kategorii i podjęcia niełatwego zadania ich porównania jest pokazanie ludziom, dlaczego niektórzy prowadzą dobre życie, a inni nie. Czego nam brakuje? Czego możemy się nauczyć? Jak należy myśleć? Jak należy żyć?

Nasz czas na Ziemi jest niezwykle krótki. Nie zastanawianie się nad tymi sprawami i nieporządkowanie swojego życia to ogromna strata. Czy naprawdę chcesz spojrzeć wstecz na swoje życie ze świadomością, że nic nie osiągnąłeś i nikt nie zechce przyjść na twój pogrzeb? Ja bym tego nie chciał.

Horoskop urodzeniowy (Przeznaczenie) a fazy żywiołów/transity (Los)

Chińczycy zawsze używają terminu „命运”. Wszyscy powinniśmy już o tym wiedzieć. Te dwa słowa należy traktować jako odrębne pojęcia. „命” to twój horoskop urodzeniowy i to, z czym przyszedłeś na świat. To karty, które otrzymałeś. „运” odnosi się do twoich faz żywiołów, czyli tego, co w astrologii zachodniej nazywa się tranzytami, i oznacza sposób, w jaki rozgrywasz te karty w nieustannie zmieniającym się otoczeniu.

Twój horoskop urodzeniowy wyznacza scenę; twoje fazy żywiołów, czyli tranzyty, to kosmiczny taniec, w którym to ty jesteś tancerzem. Powtórzę: każdy powinien już o tym wiedzieć.

Proszę spojrzeć na poniższy obrazek:

Powyższy wykres to coś, co często można znaleźć w chińskich książkach o chińskiej astrologii. Przedstawiam tu po prostu własną, nieco brzydszą wersję, bo nie mogę znaleźć w sieci żadnej, którą mógłbym skopiować i wkleić. Ten obrazek pokazuje, dlaczego nigdy nie zaszłem zbyt daleko w korporacyjnym świecie, i nie mogę uwierzyć, że studiowałem, by tworzyć prezentacje PowerPoint do biznesplanów, które są oderwane od rzeczywistości i służą wyłącznie mentalnej masturbacji kadry zarządzającej. MMM to nie „poniedziałkowe poranne spotkania”. To „mentalna masturbacja kadry zarządzającej”.

Oś X przedstawia czas, natomiast oś Y – sposób, w jaki chcesz mierzyć swoją jakość życia; nazwałem ją „Cokolwiek”. Sam zdecyduj, co dla Ciebie oznacza „jakość życia”, choć wydaje mi się, że ogólnie rzecz biorąc, dla wszystkich oznacza to to samo.

Te cztery linie symbolizują przebieg życia, i nawet bez mojego opisu powinieneś wiedzieć, która linia odpowiada której kategorii. Zielona to kategoria 1; niebieska to kategoria 2; pomarańczowa to kategoria 3; a czerwona to kategoria 4. Wzniesienia i spadki symbolizują fazy roczne, które nieustannie oscylują między okresami sprzyjającymi a niesprzyjającymi.

Oto kilka kwestii, na które warto zwrócić uwagę:

  • Ta zielona linia to w zasadzie Lisa Manobal, a to, że urodziła się na tajskiej wsi, nie oznacza, że należy do kategorii 2. Prawdopodobnie miała lepsze dzieciństwo niż ty, a nawet nie musiała zdawać egzaminów PSLE ani O-Levels, by odnieść większy sukces i być bardziej lubiana niż ty.
  • W momencie, gdy niebieska linia sięga i styka się z zieloną, dana osoba zasadniczo wkracza w sprzyjającą fazę dziesięcioletnią, a jak już wcześniej wspomniałem, kiedy to nastąpi, jej życie może ulec całkowitej przemianie.
  • Pomarańczowa linia opadająca oznacza sytuację, w której ktoś rodzi się w dobrych warunkach, ale postanawia je zmarnować. To ten rozpasany syn z zamożnej rodziny, której firma jest notowana na giełdzie, a który nie może się zdecydować, czy ożenić się ze swoją narzeczoną, czy z byłą dziewczyną. Tak, dobrze przeczytałeś.
  • Czerwona linia to miejsce, w którym nikt nie chce się znaleźć. Czasami pojawia się chwilowa ulga i wydaje się, że życie wkrótce się poprawi, ale jeśli nie wyciągnie się wniosków, nic się nie zmienia, a osoba ta wciąż pogrąża się w spirali.

Mój pierwszy wpis na blogu poświęcony porównaniu złych i dobrych wykresów BaZi powinien już dać wyobrażenie o tym, jak może wyglądać życie osób z różnych kategorii. Należy jednak pamiętać, że są to bardzo ogólne przykłady.

Oto kolejny eksperyment myślowy lub wizualizacja:

Nie zmieniłem jednak rzeczywistej długości czerwonej linii. Pochodzi ona z tego samego wykresu, co powyżej. Szczyty i doliny czerwonej linii są bardziej wyraźne, a sama linia kończy się wcześniej. To sposób, w jaki nasi przodkowie sugerują, że jeśli twoje życie będzie miało zbyt wiele wzlotów i upadków, będzie ono krótsze. Niektórzy z was mogą wolać krótsze życie, więc upewnijcie się, że wtedy czerpiecie radość z tych wzlotów i upadków.

Zrównoważony wykres BaZi uważa się za lepszy, ponieważ wahania losu są niewielkie, życie jest bardziej stabilne, a ludzie zazwyczaj żyją dłużej. Nie będziesz musiał poświęcać połowy swojego życia na poszukiwanie wewnętrznej równowagi i spokoju.

Klienci czasami słyszeli, jak mówiłem, że ich wykresy są bardziej niestabilne ze względu na strukturę ich wykresów urodzeniowych. Elementy mogą być zbyt mocno przesunięte w jedną stronę lub kluczowy element może być słaby i narażony na niekorzystne wpływy. W takich przypadkach negatywna faza elementarna może wywołać lawinę wydarzeń, z którymi trudno sobie poradzić. Niestabilny wykres oznacza większe wahania, a życie może wydawać się męczące i uciążliwe. Można by argumentować, że osoba, która nie ma uporządkowanego życia, doświadcza większych wahań, dlatego też niezrównoważony wykres BaZi czasami oznacza również wady charakteru.

Nie wiem jak wy, ale osobiście wolałbym prowadzić nieco spokojniejsze życie, które potrwa trochę dłużej, abym mógł przynajmniej zobaczyć swoje wnuki lub zwiedzić więcej świata, zamiast męczyć się z niepotrzebnymi kłopotami. Nie chcę być uosobieniem stwierdzenia „O Boże, życie jest takie ciężkie!”, a potem nagle paść trupem.

Myślę, że można śmiało powiedzieć, że nikt z nas nie chce, by nasze życie było odzwierciedlone przez tę czerwoną linię, co prowadzi mnie do sedna tego wpisu.

Nie oceniajmy wykresów kategorii 4 zbyt powierzchownie

Niektórzy ludzie, czy to z powodu swojej złośliwości, czy też z powodu intelektualnego lenistwa, pomyślą, że definiuję kategorię 4 jako osoby, które nie zarabiają dużo lub nie piastują wysokich stanowisk. Do tych ograniczonych umysłowo prostaków, którzy naprawdę mają o mnie tak niskie mniemanie: czy naprawdę sądzicie, że nie zdaję sobie sprawy, iż gdybym definiował kategorię 4 wyłącznie na podstawie dochodów i pozycji społecznej, nie różniłbym się niczym od was?

Moje stanowisko było jasne od samego początku, a nawet jeszcze przed 2020 rokiem:

Osobą posiadającą horoskop kategorii 4 może być każdy, gdziekolwiek się znajduje – nawet prezydent Stanów Zjednoczonych. Jak osoba z horoskopem kategorii 4 może w ogóle zostać prezydentem, tego nie potrafię w tej chwili wyjaśnić z astrologicznego punktu widzenia.

Wszyscy powinni już wiedzieć, że nie jestem osobą, która ocenia rzeczy po pozorach. Moje wpisy na blogu powinny to już jasno pokazać. Dlaczego ktoś zarabiający 20 000 dolarów może być uznany za „biednego” według standardów BaZi, a ktoś zarabiający 8 000 dolarów za „bogatego”? Zgłębiłem te tematy i argumentowałem, że dobre życie i bogactwo zależą od równowagi, jaką masz ze swoim otoczeniem.

Czy spotykałeś ludzi, którzy mają mnóstwo pieniędzy, zajmują wysokie stanowiska, ale ciągle są nieszczęśliwi? Ja tak, i spotykam ich cały czas. Możesz być pewien, że kiedy ktoś taki jak oni będzie potrzebował kogoś takiego jak ja, wiesz, że ich dochody i tytuły nie będą miały już znaczenia, bo to nie jest tak, że te czynniki chronią cię przed innymi sprawami, z którymi musisz się zmierzyć w życiu. Mają wszystko pod względem materialnym, ale to wszystko, co mają. Są jak maszyny, a „relacje”, które mają, wynikają wyłącznie z pieniędzy, tytułów i tak zwanych kontaktów, które posiadają.

Więcej gotówki zawsze się przyda, a pieniądze mogą być jednym z czynników składających się na dobre życie. Nie zaprzeczam temu, ale to tylko jeden z czynników. Myślę jednak, że chodzi tu o to, że musimy pomyśleć również o wartościach niematerialnych i o tym, jak chcemy je zdefiniować. Choć brzmi to banalnie – to ma znaczenie. Wiem, że to trochę idealistyczne z mojej strony, że mówię o takich rzeczach, zwłaszcza gdy koszty życia rosną, ale myślę, że mógłbym argumentować, że znaleźliśmy się w obecnym bałaganie właśnie dlatego, że nie myślimy o takich rzeczach wystarczająco dużo.

Zdefiniuj kategorię 4 według własnego uznania

Wszyscy liczą na to, że to ja wyjaśnię, czym jest Kategoria 4 albo jak wygląda zły, negatywny, niekorzystny horoskop. Uważam, że nie ma nic złego w tym, żebyś spróbował sam to zdefiniować i zobaczyć, do jakich wniosków dojdziesz. Jedyną radę, jaką mam w tej kwestii, to proszę, nie definiuj tego błędnie.

Osoby zaliczanej do kategorii 4 nie można po prostu określić jako kogoś, z kim się nie zgadzasz.

Lubię porównywać osoby z kategorii 2 i kategorii 4, ponieważ to rozróżnienie ukazuje coś interesującego i znaczącego. Jedną rzeczą, której nie wyjaśniłem wystarczająco jasno, choć starałem się to podkreślić, jest to, że kategorie 2 i 4 nie są rozdzielone wyłącznie zasobami rodzinnymi, mimo że wykres urodzeniowy danej osoby obejmuje te czynniki. Nie trzeba dodawać, że tym, co odróżnia osoby z kategorii 2 i 4, jest również ich charakter. W duchu naszych przodków osoba z kategorii 4, „bezużyteczny łajdak”, może pochodzić z dowolnej rodziny.

Innymi słowy: dlaczego dwie osoby, które miały równie trudny, a nawet zupełnie odmienny start w życiu, osiągają tak różne wyniki? Astrologia przedstawia wyjaśnienie w postaci horoskopów i faz, przez które przechodzimy, ale nawet pomijając astrologię, wszyscy powinniśmy znać przyczynę tych różnic.

Wracając do argumentów poruszonych w moich ostatnich wpisach na blogu: to, do której kategorii należysz, zależy po prostu od tego, czy żyjesz w sposób efektywny. Nikt nie powiedział, że możesz być szczęśliwy, mieć dobre życie lub czuć się spełniony tylko wtedy, gdy jesteś bankierem, prawnikiem lub lekarzem. Możesz prowadzić sensowne życie niezależnie od tego, kim jesteś, zwłaszcza jeśli postarasz się robić to dobrze. Wiem, że brzmi to zbyt uproszczająco, a życie może wydawać się zbyt proste, ale to, czy należysz do kategorii 1, 2, 3 czy 4, sprowadza się tak naprawdę do tego, jaką jesteś osobą.

Wszystko, o czym wspomniałem powyżej, powinno być już powszechnie znane. Nie są to żadne nowe tematy.

Najważniejsze w tym wszystkim, a może sens całej tej dyskusji, jest chyba przypomnienie wszystkim, by zastanowili się głębiej i przestali patrzeć tylko na powierzchnię. Przytoczę tu jeden z moich bardziej niekonwencjonalnych wpisów na blogu:

Sam Bankman Fried był kiedyś nazywany „najhojniejszym miliarderem” i prawdopodobnie wszyscy uważali go – zgodnie z moją definicją – za przedstawiciela kategorii 1. Utalentowany, bogaty, na czele rozwijającej się branży, a potem nagły upadek i ujawnienie jego prawdziwego oblicza. Nie chodzi tylko o Sama Bankmana Frieda, ale także o osoby takie jak Do Kwon i Andrew Tate, o których pisałem na blogu.

Oczywiście, prawdopodobnie mieli jedną lub dwie pozytywne fazy dziesięcioletnie, a może nawet roczne, które zapewniły im krótką chwilę sławy i sukcesu, ale jeśli negatywnych faz jest więcej niż tych dobrych, ostatecznie i tak powrócą do kategorii 4. Osoby te zazwyczaj nie doceniają szansy na poprawę i zadowalają się dobrą fazą.

Zdziwisz się, kto zalicza się do kategorii od 1 do 4

Jak sugeruje tytuł tej sekcji, na koniec dnia zaskoczy cię, kim są osoby z kategorii 1, 2, 3 i 4. Zaufaj mi, naprawdę cię to zaskoczy. Być może nie potrafisz tego docenić, więc moim zadaniem jako praktyka jest pomóc ci to zrozumieć.

Pozwól, że przedstawię ci to w szerszej perspektywie. Ty – a zwłaszcza „ty” z Singapuru – możesz sądzić, że posiadaczem certyfikatu kategorii 1 jest twój znajomy prawnik jeżdżący ferrari. Jednak ten prawnik jeżdżący ferrari to prawdopodobnie osoba o niskim poziomie rozwoju, należąca do typu 3 w enneagramie, która uważa, że zasługuje na miłość tylko wtedy, gdy ma pieniądze i sportowy samochód. To niefortunna sytuacja – czuć się godnym miłości tylko wtedy, gdy ma się pieniądze lub rzeczy materialne. Oczywiście miło jest je mieć, ale nie powinny one decydować o waszej wewnętrznej wartości jako człowieka i o tym, czy jesteście godni miłości. Drogie panie, mężczyźni, których spotykacie, a którzy zawsze próbują się popisywać i chwalić znajomościami, w zasadzie nie wyleczyli się ze swoich kompleksów związanych z tatą i mamą.

Być może prawdziwi miłośnicy spacerów to ludzie, którzy po prostu czerpią radość z chodzenia, ale wybierają się na spacery w takich miejscach jak to:

Szczerze mówiąc, nie mogę wypowiadać się w imieniu osób mieszkających w Lauterbrunnen, bo być może nie są one zadowolone i wolałyby mieszkać w mieście. Ale dla mnie szczęście to spacery w takim miejscu. Po co w ogóle komu sportowy samochód?

Być może całe życie ciężko się uczyłeś, żeby znaleźć się tam, gdzie jesteś teraz – zarabiając pięć cyfr miesięcznie i znosząc swojego toksycznego szefa – ale znosisz to, bo to przecież pięć cyfr miesięcznie. Być może uważasz, że twórca na OnlyFans, który przez cały dzień pokazuje swój odbyt, ma gorsze wyniki niż ty, ale on ma piękną żonę i zarabia sześć cyfr miesięcznie. Kim, do diabła, jesteś, żeby twierdzić, że ma gorsze wyniki niż ty? Niebo obdarzyło go pięknym odbytem, wartym sześciocyfrowych zarobków miesięcznie. Gdyby ktoś był skłonny zapłacić ci sześciocyfrową kwotę za zmywanie naczyń, zrobiłbyś to, więc nie bądź hipokrytą i zejdź z piedestału.

Czy naprawdę uważasz, że osoby zarabiające miliony na OnlyFans są nieszczęśliwe lub przejmują się tym, co o nich myślisz? Niektórzy mogą się z tym nie zgadzać i krytykować ich, twierdząc, że idą na skróty, ale ironią losu jest to, że to właśnie ci sami ludzie subskrybowaliby ich konta na OnlyFans, gdyby były one darmowe.

Jak już mówiłem, zdziwisz się, kto ma ten świetny wykres kategorii 1, o którym wszyscy marzymy, i zdziwisz się, kto ma wykres kategorii 4. Czas pokaże.

Warto podkreślić, że próby porównywania, kto należy do której kategorii, są bezsensowne. Moim celem w poruszaniu tych kwestii nie jest zachęcanie do porównywania się czy usprawiedliwiania wyścigu szczurów, zwłaszcza że jasno stwierdziłem, iż w życiu nie chodzi tylko o pieniądze i tytuły. Skup się na tym, co oznacza bycie w kategorii 1 lub 2 – to wszystko, co musisz zrobić. Nie masz prawa oceniać kogoś, kto chce założyć konto na OnlyFans lub najpopularniejszy bar gejowski w Singapurze. Oni żyją pełnią życia – skup się na swoim i przestań być zazdrosnym.

Moje relacje z posiadaczami certyfikatów kategorii 4

Trzymajmy się definicji, zgodnie z którą przynależność do kategorii 4 nie wiąże się ze statusem społeczno-ekonomicznym – nigdy nie chodziło o to. Moim zdaniem to, czy ktoś należy do kategorii 4, zawsze zależało od tego, jaką osobą jest w głębi serca, choć można by argumentować, że to, kim się jest w głębi serca, ostatecznie ma ogromny wpływ na status społeczno-ekonomiczny.

Myślę, że można śmiało założyć, że moje relacje z osobami z czwartą kategorią nie powinny różnić się od relacji większości ludzi. Spotykamy ich na co dzień i mogą to być różne osoby: kolega z pracy, szef, jakiś niecierpliwy kierowca na drodze, a nawet współmałżonek. Są wszędzie, a osoby z kategorią 4 nie są tak rzadkie, jak się wydaje, i nie ograniczają się do skrajnych przypadków, o których od czasu do czasu słyszymy w wiadomościach.

Wszyscy powinni już wiedzieć, dlaczego nie znoszę posiadaczy certyfikatów kategorii 4. Dwoje posiadaczy certyfikatu kategorii 4 dało mi życie, co na szczęście okazało się przypadkiem, w którym dwa minusy dały jeden plus. Początki mojej kariery również były nękane przez posiadaczy certyfikatu kategorii 4. Jako pracownik korporacji zawsze miałem toksycznych szefów i przysiągłem, że nigdy nie będę taki jak oni. Jako praktykujący miałem do czynienia z ludźmi niezdolnymi do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i zawsze odgrywającymi rolę ofiary.

Pomóc im czy zostawić ich samym sobie?

Zawsze pojawia się dylemat, czy powinniśmy pomóc tej grupie ludzi, czy też ich porzucić. Nie chodzi tu tylko o nasze życie osobiste, ale także o kwestię, z którą muszą zmierzyć się rządy. Podobnie jak rządy decydują, jak postąpić z ludźmi, którzy odmawiają pracy i marnują swoje życie, tak i my podejmujemy podobne decyzje na poziomie indywidualnym, zastanawiając się, czy chcemy, by w naszym życiu była osoba dysfunkcyjna, która nas wykorzystuje.

Wiem, że życie bywa czasem niesprawiedliwe, a lepszy świat i bardziej spełnione życie oznaczają pomaganie tym, którzy nie mają takich samych przywilejów. W tym sensie być może wszyscy powinniśmy pomagać, bo to po prostu część bycia człowiekiem. Najlepiej byłoby, gdybyśmy pomagali tym, którzy sami chcą sobie pomóc. Zdarzają się jednak sytuacje, w których udzielona pomoc jest traktowana jako coś oczywistego, a my narażamy się na to, że ci ludzie nas pociągną w dół.

W tej sytuacji właściwe postępowanie powinno być oczywiste i sądzę, że sprawdza się tu to stare powiedzenie. Równowaga.

Robimy, co w naszej mocy, ale nie na tyle, by wyrządzić sobie krzywdę i stracić zdolność do pomocy innym, którzy mogliby z tego skorzystać w większym stopniu.

Zawodnicy z 4. kategorii trzymają się razem

Muszę zaznaczyć, że ta uwaga może być nieco subiektywna, ale niekoniecznie. To po prostu moje spostrzeżenie, które prawdopodobnie wynika z moich osobistych wyborów. Być może się z tym zgodzisz, a może nie.

Osoby z kategorii 4 trzymają się razem, bo daje im to poczucie bezpieczeństwa. Czasami nawet się ze sobą żenią. W ten sposób chronią swoje ego i nikt nie kwestionuje ich postrzegania rzeczywistości ani nie mówi im, że się mylą. Odwołuje się to do ludzkiej potrzeby przynależności do społeczności. Wolą taką sytuację, ponieważ zmierzenie się z rzeczywistością i przyznanie, że coś jest nie tak, jest o wiele bardziej bolesne niż utrzymanie status quo. Najbardziej zrozumiałym scenariuszem jest to, dlaczego tak długo zwlekałeś z zerwaniem z toksycznym partnerem – ponieważ zerwanie jest dla ciebie bardziej bolesne niż pozostawanie w toksycznym związku. Wolisz żyć w iluzji, że jesteś kochany, nawet jeśli tak nie jest.

Nie oznacza to, że osoby z kategorii 1 lub 2 nie będą się przyjaźnić z osobami z kategorii 3 lub 4. Nic nie jest absolutne. Chodzi mi tylko o to, że rzadko widzę takie sytuacje z powodów, które powinny być oczywiste. To tak, jakby papież spędzał czas z Jeffreyem Epsteinem – co, na litość boską, mogliby z tego wyciągnąć?

Nie jesteśmy sobie nic winni – tej lekcji nauczyłem się już w młodości. Jeśli ktoś ci pomaga, nie traktuj tego jako coś oczywistego, bo ta osoba nie musiała tego robić. Jeśli ludzie ci nie pomagają, zastanów się, dlaczego, bo nie każdy na tym świecie jest nieżyczliwy lub niealtruistyczny.

Paradoks yin i yang

Istnieje pewien paradoks wynikający z tego, że rzeczywistość jest dualistyczna i wzajemnie zależna. Twoja rzeczywistość nie może istnieć sama w sobie. Musi istnieć coś, co jej się przeciwstawia, a stan tej opozycji jest już nieodłączną cechą rzeczywistości i nie ma znaczenia, co o tym myślisz.

Załóżmy, że osoba z kategorii 1 to Yang (阳), a z kategorii 4 to Yin (阴). Osoba z kategorii 1 uważa, że uosabia wszystko, do czego ludzkość powinna dążyć, i funkcjonuje na wysokim poziomie. Jednak z perspektywy osób z kategorii 4 to one są Yang, a kategoria 1 to Yin. Najlepiej widać to w polityce, zwłaszcza gdy zbliżają się wybory.

Osoby z kategorii 4 będą uważać się za osoby osiągające wysokie wyniki, ponieważ osoby z kategorii 1 nie rozumieją, jak działa życie – albo dlatego, że miały zbyt łatwo, albo dlatego, że musiały oszukiwać lub wykorzystywać innych, aby osiągnąć swoją pozycję.

Nasze podobieństwa, różnice i konflikty są niczym innym jak przejawem Yin i Yang oraz ich nieustannie zmieniającego się stanu. Uwielbiamy się nawzajem nienawidzić, ponieważ wyznajemy różne wartości, a nasze rzeczywistości się różnią, ale odrzucanie tego, co nas odróżnia, często prowadzi nas tam, gdzie nie chcielibyśmy się znaleźć.

O co mi chodzi? Kiedy osoba z kategorii 1 odrzuca istnienie lub możliwość przejścia do kategorii 4, traktuje wszystko jako coś oczywistego i w końcu staje się właśnie taką osobą, której nie znosi. Mówiąc prościej, nazywamy to traktowaniem wszystkiego jako coś oczywistego, arogancją lub pychą. Kiedy osoba z kategorii 4 odrzuca istnienie lub możliwość istnienia osób z kategorii 1, pozostanie na swoim miejscu i nigdy nie będzie w stanie się wznieść.

Nie bez powodu pojęcie „równowagi” jest nieustannie poruszane w taoizmie i buddyzmie, a nawet greccy filozofowie nieco się nim zajmowali. Odrzucenie przeciwstawnych poglądów i rzeczywistości ostatecznie przyniesie ci tylko szkodę.

Życie to gówno, ale jest też piękne. Ludzie są piękni, ale potrafią też być gówniani.

Dlaczego istnieją posiadacze certyfikatów kategorii 4?

Większość z nas, którzy mieli do czynienia z kimś z kategorii 4, kto pozostawił w naszym życiu głębokie blizny, zawsze będzie się zastanawiać, dlaczego tacy ludzie w ogóle istnieją. Dlaczego ożeniłeś się z tą toksyczną osobą? Dlaczego twój partner biznesowy cię oszukał? Dlaczego twoi rodzice są takimi dupkami? Dlaczego, dlaczego, dlaczego?

Gdybyśmy chcieli, żeby nasze życie zawsze przebiegało bez zakłóceń, lepiej byłoby nam odrodzić się jako drzewo w amazońskiej dżungli.

Zabawne jest to, że nawet osoba posiadająca certyfikat kategorii 4 sama będzie się zastanawiać, po co w ogóle istnieje, zwłaszcza gdy jej życie to w większości cierpienie.

Zajmowałem się już tym tematem i przedstawiłem swoje zdanie na ten temat. Choć mogą być uciążliwi, ich istnienie ma pewną kosmiczną wartość w wielkim planie rzeczy. Yang, czyli „dobro”, może istnieć tylko wtedy, gdy istnieje Yin, czyli „zło”. Być może, mówiąc mniej filozoficznie, niektórzy z kategorii 4 przestają być z kategorii 4, gdy zdają sobie sprawę, że jest ktoś jeszcze bardziej z kategorii 4 niż oni – jeśli ma to dla ciebie sens.

Nie znoszę mieć z nimi do czynienia i jestem pewien, że każdy, kto to czyta, też tego nie znosi. Mimo to niektóre z najważniejszych lekcji życiowych wyniosłem właśnie dzięki nim. Nie bez powodu nazywam je „kosmicznym nawozem”, ponieważ ich istnienie trzyma ludzkość w ryzach – dzięki nim odróżniamy dobro od zła i wiemy, jak nie powinniśmy się zachowywać.

Myślę, że najważniejsze pytanie brzmi: „Czy chcesz być kosmicznym nawozem dla innych?”.

Trudno mi pogodzić się z tym, że cierpienie, jakie potrafią wyrządzić osoby z diagnozą „kat. 4”, bywa tak ogromne, że czasami ma się ochotę, żeby po prostu padli trupem. Pielęgniarki zabijające niemowlęta, rodzice zamykający swoje dzieci w klatkach – to wykracza poza zwykłe „nieprowadzenie normalnego życia”.

Dlaczego one istnieją? Nie wiem.

Wykres astrologiczny a osoba oświecona

Innym tytułem tej sekcji mogłoby być: „Co zrobić, jeśli należysz do kategorii 4?”, choć brzmi to nieco mało inspirująco. Niemniej jednak wiem, że to pytanie zadaje sobie prawdopodobnie każdy.

Albo ujmijmy to inaczej: co sprawia, że posiadacz mapy kategorii 4 jest właśnie posiadaczem mapy kategorii 4?

Jak już zapewne wiecie, samodzielnie zgłębiam zachodnią astrologię i natknęłam się na coś, co naprawdę przemówiło do mojej buddyjskiej strony. Krótko wspomniałam o tym w poście na blogu poświęconym efektywnemu życiu. Autorka książki zapytała swojego nauczyciela buddyjskiego, w jaki sposób buddysta powinien postrzegać wykres astrologiczny.

Odpowiedź była piękna, a poniżej zamieszczam jej streszczenie:

Kiedy analizujemy wykres astrologiczny, zastanawiamy się, co dana osoba musi zrobić, aby osiągnąć oświecenie.

Żadna droga nie jest idealna – to powinniśmy wiedzieć. Zawsze gdzieś znajdzie się jakaś skaza i zawsze jest coś, nad czym musimy popracować. Oświecenie nie oznacza, że musisz stać się kimś takim jak papież czy Dalajlama. Buddyzm ujął to już w najprostszy możliwy sposób: oświecenie to ustanie cierpienia.

Rzucenie tego gnojka, z którym się rozstałeś, wysłanie swoich toksycznych rodziców do diabła albo rzucenie pracy, której nienawidzisz. Wszystkie te sytuacje można uznać za chwile i czyny oświecenia.

Jeśli wykres wskazuje na konkretną słabość, a ty sobie z nią poradzisz, cierpienie może ustać. Wydaje mi się, że problem polega na tym, że większość ludzi nie wie, jak sobie z tym poradzić. Są też sytuacje, w których nie jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić, co rodzi jeszcze głębsze pytanie: dlaczego przechodzimy przez to wszystko?

Nieporażność w radzeniu sobie z naszymi problemami wynika czasem z naszego wieku i etapu życia; czasami po prostu nie mamy na to wpływu. Nie powinniśmy oczekiwać, że dziecko poradzi sobie z trudną rzeczywistością życia tak samo dobrze, jak powinien to robić dorosły.

Być może cały ten wpis na blogu sprowadza się do tego: to właśnie twoja niechęć do zmierzenia się z problemami sprawia, że jesteś posiadaczem certyfikatu kategorii 4.

Już dawno temu poruszyłem temat „wykraczania poza horoskopy”, mając nadzieję, że uda mi się przekonać wszystkich, iż nasze horoskopy nie muszą determinować naszego życia. Oczywiście jeden wpis na blogu nie wystarczy, by omówić wszystkie aspekty tej kwestii ani służyć wam za przewodnik. Ten wpis to po prostu próba wyrażenia moich przemyśleń. Najczęstszym błędem, jaki popełniają ludzie, jest przekonanie, że wykraczanie poza horoskopy oznacza możliwość osiągnięcia wszystkiego, czego się zapragniemy – a to jest prawdopodobnie największa pułapka i błędne przekonanie związane z tą koncepcją.

Tak, czasami chodzi o ciężką pracę, bo wielu z nas jest leniwych. Jednak najczęściej chodzi o to, żeby się wyluzować.

Zabawne w życiu jest to, że czasami dostajesz to, czego pragniesz, dopiero wtedy, gdy naprawdę potrafisz się z tym pogodzić – i wydaje się, jakby to był sposób, w jaki Niebo mówi: „Jesteś gotowy”. Sam tego doświadczyłem i mam nadzieję, że niektórzy z was to rozumieją. To może wydawać się oczywiste:

  • Nie znajdziesz spełniającego związku, jeśli nie pokonasz strachu przed samotnością i brakiem miłości. Właśnie dlatego niektórzy ludzie przez dziesiątki lat tkwią w toksycznych związkach, by w końcu spojrzeć wstecz i zdać sobie sprawę, że zmarnowali całe swoje życie, pozwalając toksycznemu partnerowi wysysać z siebie siły.
  • Nigdy nie poznasz swojego prawdziwego powołania, dopóki nie uwolnisz się od nieustannej potrzeby zarabiania pieniędzy i robienia wrażenia na innych.
  • Nigdy nie uwolnisz się od swojej przeszłości, jeśli nie zrezygnujesz z tożsamości, którą sobie stworzyłeś na podstawie swoich doświadczeń. Czy nadal postrzegasz siebie jako maltretowane dziecko, odrzuconego kochanka, wykluczonego nastolatka?

Zapewniam cię, że łatwiej to powiedzieć niż zrobić. Dopiero gdy znalazłem się na skraju samobójstwa, zdałem sobie sprawę, że muszę nacisnąć przycisk reset. Ale mimo to do dziś są rzeczy, z którymi nie potrafię się pogodzić. Potrzeba ogromnej odwagi, by się z czymś pogodzić, zwłaszcza gdy proces ten wiąże się z uznaniem własnych ograniczeń i wad oraz podważeniem dotychczasowego postrzegania rzeczywistości. Nie jesteś w stanie odpuścić tej toksycznej relacji, ponieważ sprawia ona, że zaczynasz wątpić, czy zasługujesz na miłość, a może chodzi o twoich toksycznych rodziców, ponieważ podważają oni twoje przekonania o tym, co jest dobre, a co złe. Przykłady można mnożyć w nieskończoność.

„Dlaczego istnieje cierpienie?” Filozofowie dyskutują na ten temat od wieków i nie mam zamiaru twierdzić, że znam odpowiedź na to pytanie. Moja pragmatyczna strona powiedziałaby po prostu: „Skoro już muszę cierpieć, to równie dobrze niech to coś znaczy albo niech mi to coś da”.

Być może cierpienie jest drugą najlepszą opcją po rozumowaniu, ponieważ jeśli nie jesteśmy w stanie zastanowić się nad tymi kwestiami, to chyba ból nas do tego zmusi.

A co, jeśli – tylko co, jeśli – różnica między kategorią 1 a 3 lub kategorią 2 a 4 polega na tym, że w jednym przypadku wiadomo, dlaczego trzeba cierpieć? Bo twierdziłem, że twoje „10-letnie fazy” opisują twój rozwój jako osoby.


Trudno mi znaleźć inspirujący i podnoszący na duchu sposób na zakończenie tego wpisu, ale spróbuję.

Jedną z najbardziej satysfakcjonujących rzeczy w mojej pracy jest to, że ludziom podoba się to, co piszę. Chcę, żeby mogli się z tym utożsamiać, i mam nadzieję, że dobrze mi to wyszło. Bo niech mi Bóg wybaczy, jeśli musiałbym zamienić całego tego bloga w nudną, techniczną stronnicę tylko po to, żeby pokazać ludziom, jak bardzo znam się na technicznych sprawach.

Moja satysfakcja nie wynika wyłącznie ze świadomości, że czerpaliście radość z oglądania, jak jakiś bezczelny pisarz rozdziera wszystkich na strzępy. Wiem, że to może być zabawne, ale nie może chodzić tylko o to. Satysfakcja wynika nie tylko ze świadomości, że to, co napisałem, rozbawiło was, ale także przyniosło wam spokój lub zmieniło wasze spojrzenie na świat.

Nie znajdziesz innego terapeuty, który kazałby ci „pieprzyć się z mamą”, zwłaszcza jeśli to toksyczni ludzie z kategorii 4. A ja jestem żywym dowodem na to, że w sumie nie ma nic złego w tym, żeby powiedzieć swojej matce, żeby się pieprzyła. Czy widzisz, żebym zachorował na raka, rozpadło mi się małżeństwo, albo – jak to lubi powtarzać pokolenie naszych rodziców – uderzył mnie piorun?

Moja praca jest spełniona, jeśli zaczniesz więcej myśleć, zastanawiać się nad sprawami głębiej i poddawać je w wątpliwość.

Tak samo jak zastanawiam się, czy nie spróbować szczęścia na OnlyFans i sprzedawać zdjęcia mojego odbytu za sześciocyfrowe kwoty miesięcznie.

– Sean

Powiązane posty

Zostaw pierwszy komentarz

Skip to content